Re: Czy rodzice są powodem "modułu religijnego"?

> Ależ my wiemy, że coś takiego istnieje. Przecież prawie wszyscy ludzie spędzają

> pierwsze lata swojego życia pod bardzo ścisłą opieką rodziców.





> To widać wyraźnie jeśli spojrzy się jakie cechy ludzie przypisują Bogu: wie wszystko i >potrafi wszystko, wie co jest dobre a co złe, wprowadza ograniczenia i karze za ich >złamanie, ale jest sprawiedliwy, jest kochający i chce naszego dobra, a jednocześnie >prośbami można wiele u niego wskórać. To są wszystko cechy dobrego rodzica, którego >ludzie poszukują, bo choć nie pamiętają pierwszych lat życia, to ich podświadomość >pamięta uczucia z tym związane.

A niże dum10 napisał .:

>A zatem to, co Asteroida2 pisze jest bzdura. Nie ma to zadnego zwiazku z rodzicami.

>On teoretyzuje i Ty tez teoretyzujesz, bo nie macie ani nie mieliscie takich odczuc.

>Jezeli zalozymy, ze te odczucia doswiadczaja pewni ludzie, to po krotkim sprawdzeniu,

>co ci ludzie moga na ten temat powiedziec, dochodzimy do wniosku, ze to zjawisko

>nie da sie badac naukowo inaczej niz jako urojenie.

>Nie bedzie wiec doktoratu z tego, ale moze byc doktorat z psychologii czy nawet psychiatrii

> jezeli potraktujemy to jako urojenia.

Spostrzeżenie asteroidy2 jest ciekawe.. Nie wiem, czy w badaniach z zakresu psychologii (lub badań prowadzonych (??) przez pracowników licznych przecież wydziałów teologicznych – czy oni prowadzą jakieś badania ?) istniały próby rozgraniczenia „powodów stałej i powszechnej religijności”. Teza asteroidy2 jest sformułowana jasno i da się obmyślić próby jej falsyfikacji.. Pierwszy z brzegu pomysł na jakieś „eksperymentalne ugryzienie” tego problemu to byłoby – > przyjrzenie się ludziom wychowywanym przez „niewydarzonych rodziców” ..

Tak jak wspomniałem nie postulowałem wcześniej w niniejszym wątku, że zachodzące w umysłach niektórych ludzi „dialogi z Bogiem” są wyrazem łączności z kosmitami…

Jako lekarz muszę wiedzieć , że za każdym razem, gdy ktoś mów o „nawiedzających go głosach” lub „myślach wkładanych mu do głowy” to musimy natychmiast podejrzewać schizofrenię paranoidalną..

Oczywiste jest, że jakieś przesłania (ciąg komunikatów) tylko wtedy można by rozpatrywać jako {pochodzące od ewentualnych „obcych” } jeśli z owym ciągiem komunikatów („sygnałem”) mogliby zaznajamiać się niezależni różni ludzie, potwierdzając, że „obserwują” (nadsłuchują) ten sam „sygnał”.. W relacjach o dialogach z Bogiem taka charakterystyka „odbieranych komunikatów” nie zachodzi ..

W dyskusji umknęło to, iż ja miałem na myśli inną możliwość przesyłania komunikatów, o której wspomina właśnie Paul Davies.. Chodzi mianowicie o to, że jakaś {obca, wyższa cywilizacja} może wpływać na procesy biologiczno-genetyczne sterując ewolucją .. Byłby to rodzaj wpływu niepostrzeżony i przypisywany „siłom naturalnym”.. Symbolem tego rodzaju wpływu jest ów „prostopadłościan” Kubricka widniejący w początkowych kadrach filmu „Odyseja kosmiczna 201”..

Kiedyś, gdzieś czytałem, że koralowce (oceaniczne rafy koralowe) są ogromnym zasobem genów (ciągów polinukleotydów) identycznych z rozmaitymi fragmentami genomu ludzkiego.. No i przypominam, że wirusy są wektorami wprowadzającymi do genomów ..”długie insercje nukleotydów”

Skoro na Ziemię nie przybyli kosmici antropoidalni .. trzeba rzeczywiście (jak sugeruje to Paul Davies) rozpatrywać możliwość całkowicie odmiennych form istot inteligentnych ..

Jeśli owa odmienność byłaby tak znaczna jak odmienność istoty z „Solaris” – Stanisława Lema .. to jej tendencja do rozmawiania o „ludzkich problemach” może być mała, natomiast jej hobby (lub interes) aby wpływać i przekazywać jakieś komunikaty może istnieć …

Zdaję sobie sprawę, że mówienie o jakimkolwiek sterowaniu ewolucją jest denerwuje i wyprowadza z równowagi i odbiera spokój przedstawicielom akademickiej biologii … Nic to nie szkodzi .. Myślę że trzeba powiadamiać ich także o narastającej ilości wydawanych, nowych książek takich jak np.

Alister E. McGrath.: Surprised by Meaning: Science, Faith, and How We Make Sense of Things

www.amazon.com/Surprised-Meaning-Science-Faith-Things/dp/0664236928/ref=sr_1_25?s=books&ie=UTF8&qid=1395579803&sr=1-25&keywords=Frank+Tipler

Krótko o książce – od wydawcy.:

[“ We live in an age when the growth of the Internet has made it easier than ever to gain access to information and accumulate knowledge. But information is not the same as meaning, nor is knowledge identical with wisdom. Many people feel engulfed by a tsunami of facts in which they can find no meaning.

In thirteen short, accessible chapters McGrath, author of the bestselling The Dawkins Delusion, leads the reader through a nontechnical discussion of science and faith. How do we make sense of the world around us? Are belief in science and the Christian faith compatible? Does the structure of the universe point toward the existence of God? “]

Oczywiście informacja w w/w książce to jest odchodzenie od głównego nurtu tego wątku. To jest nawrót (także nie po raz pierwszy) do podobnego, też ciekawego problemu z zakresu psychologii naukowców.. tzn. do powodów dlaczego znacząca liczba naukowców jest silnie powiązania z ciągiem założeń { Wszechświat powstał przez przypadek, na wskutek przypadkowej fluktuacji, potem przez przypadek zaistniała faza inflacji; i na rozlatującej się na zewnątrz materii, na planetach powstało przez przypadek życie, po czym zadziałały mechanizmy selekcji i doboru naturalnego sprawiając iż pojawili się ludzie, w umysłach których przez przypadek zaistniał fenomen świadomości ..}

Wydawałoby się, że alternatywą do tego ciągu – przyjmowanych na wiarę – założeń jest teza o istnieniu Boga osobowego.

Nie zajmuję się tu nawoływaniem do tej drugiej postawy, gdyż moim zdaniem jest to „przegięcie” w drugą stronę – w stronę innego ciągu założeń przyjmowanych na wiarę.. Natomiast sądzę, że istnienie w Wszechświecie innych istot inteligentnych (nie udowodnione…) jest ważnym przyczynkiem do formowania się ciągu założeń („trzeci typ”) dotyczących ogólnych zarysów struktury i pochodzenie wszechświata, który nie raziłby naiwną prostotą. Nie napisano jednak na ten temat jeszcze żadnej dobrej książki. ~ Andrew Wader